Człowiek czynu w czasach niemocy

Człowiek lubi gadać. Już z samego rana, z pierwszym pianiem koguta rozplątują się ludzkie języki i zaczyna się symfonia na siedem miliardów głosów. A każdy z nich ma swoje zdanie, opinię na każdy temat, każdy rację ma swoją, a choćby i była ona centralnie sterowana z Ministerstw Prawdy wszelkiej maści, to i tak wszyscy wierzą, że ich opinia jest ich własną.

W ferworze walki o dobre imię Kościoła, w zmaganiu się z naporem genderowej ideologii nawet przykładny chrześcijanin może się pogubić i popaść w pychę. Mniemając o sobie jak najlepiej, przypisuje sobie prawo poprawiania kościelnych nauk, pouczanie episkopatu czy wręcz łajanie papieża, przedstawiciela Chrystusa na tym łez padołku. Z drugiej strony spektrum mamy chrześcijan „otwartych”, biegających bezładnie po zielonych pastwiskach fałszywego ekumenizmu, uganiając się za wszelkimi duchowymi nowinkami. Wybuchają oni świętym zaprawdę oburzeniem, gdy któryś z biskupów z większą odwagą stanie w obronie nauczania Kościoła i rwąc sobie kwiaty z włosów krzyczą: Non serviam!

Człowiek lubi gadać, dlatego warto dziś wpatrzeć się przez chwilę chociaż w świętego Józefa, który w Biblii nie pisnął ani słówka. Ta jego milcząca nauka uczy nas dzisiaj tego, czego nie sposób znaleźć ani w systemie powszechnej edukacji, ani w podręcznikach bezstresowego wychowania.

Chodzi, oczywiście, o pokorę. Czytaj dalej