Gra w Durnia

Podczas gdy Czita dzielnie pruła przez Syberię, życie w naszym wagonie toczyło się własnym torem, niekoniecznie do rytmu jednostajnego terkotu i stukotu. W ciągu kilku dni przeżywaliśmy wspólnie złości i miłości, smutki i radości, powitania i rozstania. I choć każdy poranek wyglądał podobnie, każdego wieczora kładłem się spać z poczuciem, że wiele się nauczyłem. Ludzie, z którymi dzieliłem ten niewielki kawałek przestrzeni przez tak krótki czas, uczyli mnie pokory, wyrozumiałości i miłości. Bo choć wiele nas dzieliło, wiele przepaści tak po ludzku nie do zasypania, to jednak wciąż na nowo uczyliśmy się przerzucać przez nie kładki, aby szukać tego, co nas łączy.

A wbrew pozorom to, co łączy silniejsze jest od tego, co nas dzieli.
Czytaj dalej

Pociąg do kieliszka, czyli kolej na Syberię

Otworzyłem paszport i serce utkwiło mi w przełyku. 27 sierpnia, po siedmiu dniach podróży koleją transsyberyjską mieliśmy dotrzeć do Ułan-Ude, stolicy Republiki Buriackiej, tuż nad granicę z Mongolią. Trzy dni później kończyła nam się wiza rosyjska, a mongolską chcieliśmy wyrobić sobie na miejscu.

Jewgienij, potomek polskich zesłańców, który zgodził się przyjąć nas w Buriacji, pospieszył z zapewnieniem, że wizy mongolskiej na granicy wyrobić się nie da. Wszystko wskazywało więc na to, że całą swoją wielką wyprawę po męskość będę mógł oddać pogranicznikom razem z paszportem.

Zamiast sowieciarzom jednak powierzyłem swoją podróż Bogu. A On jak zwykle wszystkim się zajał. Czytaj dalej

Dzieci Frankensteina – niewolnicy wolności

Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności.
(Ga 5, 13)

– Doro, chodźmy do parku – powiedziałem pewnego pięknego, moskiewskiego poranka. – Trzeba to uczcić.

A mieliśmy co świętować: w jeden dzień dojechaliśmy autostopem z Warszawy do Moskwy. Miałem przy tym cichą nadzieję, że Rosjanom podróż w drugą stronę – z Moskwy do Warszawy – zajęłaby trochę więcej czasu, gdyby przyszło co do czego. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że spacer pośród miejskiej zieleni uzmysłowi mi istotę tak zwanego człowieka „nowoczesnego”.

No cóż, przyroda zawsze sprzyja refleksji.
Czytaj dalej

Duch Święty w podziemnym królestwie

Metro moskiewskie to stalinowski (po)twór: 12 linii, 194 stacje, 325 kilometrów tuneli, około dziewięciu milionów pasażerów każdego dnia, dwupoziomowe stacje przesiadkowe, trzypoziomowe stacje przesiadkowe, ba! jest nawet i jedna czteropoziomowa stacja przesiadkowa! W porównaniu z nim warszawska trakcja podziemna wypada blado, chociaż będąc w Londynie zawsze się chwaliłem:

– Wy tu macie jedenaście linii, a my jedną, ale za to u nas wszystkie działają jak należy. Czytaj dalej

Zew natury… karamazowskiej

ROZDZIAŁ 2
Rosja

Rosja to kraj, którego nie sposób ogarnąć. Ilekroć staram się ją pojąć, przypominam sobie fragment z „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego:

Dlatego że [Dymitr] jest szeroką naturą, karamazowowską – wszak do tego zmierzam – naturą, która mieści w sobie wszelkie krańcowości i jednocześnie zdolna jest kontemplować obie otchłanie: otchłań wzniosłych ideałów, otchłań nad nami, i otchłań pod nami, otchłań najniższego i cuchnącego upadku. Czytaj dalej