Stalowy sen Czyngis-chana

W poszukiwaniu własnej tożsamości Mongolia sięga do swego najdawniejszego dziedzictwa, którego pamięć nie wypleniły ani bolszewicka edukacja, ani masowe mordy dokonane na arystokracji i duchowieństwie. Tym dziedzictwem jest imperium Czyngis-chana i tybetański buddyzm. Już sam ten wybór sygnalizuje kolejne rozdarcie mongolskiej duszy.

Nie da się przecież wszak pogodzić kultury koczowniczych wojowników oddających się gwałtom i szamańskim rytuałom z miłującymi pokój mnichami oddających się medytacjom. Sam buddyzm pojawił się przecież w imperium chanów dopiero w XVI wieku, kiedy mongolska potęga należała już do zamierzchłej przeszłości. Co trzeci Mongoł odwiesił wówczas łuk na kołek i zajął się koczownictwem duchowym.

Nie sam kierunek tych poszukiwań budzi jednak zdumienie, ale sposób, w jaki Mongołowie uaktualniają dziedzictwo wieków, obnażając po raz kolejny uwodzicielską siłę kłamstwa, realną moc nierealnych snów o potędze.

Z ponad tysięcy buddyjskich świątyń ocalało z komunizmu ledwie kilkadziesiąt. A jednak Mongołom udało się pogodzić Buddę ze Stalinem i zalać to sosem rodzimego imperializmu. Oto w parku Zaisan poświęconym przyjaźni ze Związkiem Radzieckim powstał posąg Złotego Buddy o wysokości 23 metrów. Oczywiście, w porównaniu ze stumetrowym Buddą z Ushiku, ten mongolski wydaje się karzełkiem, no ale każdy ma taki imperializm na jaki go stać. Z resztą, co się odwlecze to nie uciecze. Do 2020 roku powstać ma bowiem 54-metrowy posąg Buddy Maitrei.

Apetycik rośnie.

Ja zadowoliłem się wizytą u stóp, a raczej u kopyt, „zaledwie” 40-metrowego pomnika Czyngis-chana na koniu, który groźnym wzrokiem zerka od 2008 roku w stronę Chińskiej Republiki Ludowej. Postawiony został na wik wików z podziwu godnym rozmachem… pośrodku pustkowia. Nie zatrzymywały się tam żadne autobusy, nie było go na mapie, trzeba więc było znów zaufać Panu.

A Mongolia doprawdy wymaga od człowieka wiele, bardzo wiele zaufania.

10524145_762515177126243_433795742_n

Aloszę i Igora, dwóch Ukraińców poznałem u Patricka. Autostopem przejechali trasę od Ługańska aż po Bajkał. Były to jeszcze czasy, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o żadnej Noworosji ani tym bardziej o samozwańczej Ługańskiej Republice Ludowej. Alosza był pięściarzem MMA, Igor studentem, obaj zaś byli zapalonymi patriotami i piłkarskimi huliganami. Na długo przed rozpętaniem wojny rosyjsko-ukraińskiej Igor ruszył w podróż przez Kirgistan, Turkmenistan, Tadżykistan i Rosję. W Nowosybirsku poznał swoją aktualną żonę. Ominął go więc cały konflikt zbrojny. Losy Aloszy, niestety, pozostają nieznane.

Kiedy się poznaliśmy jednak jedynym naszym zmartwieniem było dotarcie do Czyngis-chana. Postanowiliśmy podjechać kawałek autobusem, a dalej próbować szczęścia, łapiąc autostop. Znalezienie odpowiedniego środka transportu w Ułan Bator jest zadaniem iście karkołomnym zważywszy na to, że na przystankach brakuje rozkładów jazdy, a sami Mongołowie, choć bardzo pomocni, to jednak zazwyczaj nie władają żadnym znanym językiem. Wsiedliśmy do pierwszego lepszego autokaru i próbowaliśmy dowiedzieć się u konduktorki, w którym miejscu należy wysiąść.

– Czyngis-chan! Czyngis-chan! – no już prościej się nie dało.

Dziewczyna jednak kiwała głową z niezrozumieniem. W sukurs przyszedł nam pewien starszy mężczyzna, który rzucił w tłum nasze pytanie. Rozgorzała dyskusja w całym autokarze aż w reszcie zjawiła się obok nas młoda Mongołka, która nieśmiało spytała:

Are you going to Genghis Khan?

Wysiedliśmy we czwórkę na przystanku. W okolicy – jak to w Mongolii – nie było nic. Nic oprócz kilku knajpek i parkingu. Udało nam się jednak zatrzymać jakiś samochód.

Tak też zrobiliśmy.

– No money! No money! – zaznaczyliśmy na wejściu, żeby nie było nieporozumień.

Kierowca roześmiał się, pokiwał głową i wpuścił nas wszystkich do środka.

Podobno polskie drogi są uciążliwe. O mongolskich można powiedzieć wiele tylko nie to, że powstały, aby ułatwić podróżowanie. Popękany asfalt to istny tor przeszkód, który lepiej pokonać samochodem terenowym. Niekiedy dziury są tak imponujące, że nawet kierowcy dżipów wolą jechać ubogo porośniętym, płaskim, stepowym poboczem.

Pomnik Czyngis-chana znajodwał się 50 kilometrów od stolicy kraju, w miejscu, w którym wedle legendy 15-letni Temudżin (przyszły chan) znalazł złoty bicz. On to miał go zmotywować do podboju świata. Dziś ów wielki wódz siedzi pogrążony w zadumie, wpatrzony rozmarzonym wzrokiem w chiński horyzont, a wraz z nim turyści, którzy mogą się wdrapać aż na koński łeb. Buława Czyngisa, przed którą niegdyś drżała całą Azja dzisiaj dzielnie spoczywa na kolanku.

Unieruchomiony chan, który nigdy nie ruszy na Mandżurię, który nie popędzi konia po spękanym asfalcie, który nie rozbije już ani jednej jurty swoją stalową obecnością pośród pustkowia przypomina nieustannie o tym jak godna współczucia jest ludzka pycha. Razem z przerośniętym Buddą stanowi on obrazek naszych żałosnych dążeń do boskości, naszym wyścigu zbrojeń toczonym z Panem Bogiem, naszym pięknym kłamstwie o sobie samych.

Imperia ludzkich dusz, tak samo jak Czyngis mogą być ze spiżu, tym bardziej staną się nieruchome. Mogą wznosić się ponad góry, ale im wyżej sięgną, tym bardziej uwydatnią ich samotność i pustkowie, z którego wyrastają. A im bardziej uwidoczni się pustka wokół nich, tym wyraźniejsza stanie się pustka w ich pozłacanym wnętrzu.

Tak jak Mongołowie możemy zjednoczyć się chwilowo pod nahajem jakiegoś Czyngisa, możemy nawet pogrozić pięścią jakimś znienawidzonym Chińczykom. Dopóki jednak nie staniemy w prawdzie o sobie samych, dopóki nie zbudzimy się z tych snów pozłacanych i nie przyznamy się do tego, że nasza dusza jest dziurawa, rozdarta i pusta, oddamy ją w jasyr kolejnemu chanowi, który obieca, że ją zatka.

A ja nie szukałem chana.

Nie szukałem buławy.

Szukałem Pana.

Szukałem imienia.

10519268_762513530459741_41496767_n

Przez chwilę zastanawialiśmy się z Aloszą i Igorem w jaki sposób wrócimy do Ułan Bator. No cóż, Mongolia wymaga od człowieka dużego zaufania. Pan Bóg pragnie od nas nie mniej .

Złapaliśmy więc trzech motocyklistów, którzy wracali do stolicy.

Takimi drobnymi prezentami Bóg kruszył imperium mojej duszy. Bóg, który pokorą, a nie nahajem, zbudował królestwo, o którym pusty Czyngis może jedynie śnić stalowym snem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *