Potęga posępnego czerepu

Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament –
grób, w którym leży ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.

Wisława Szymborska, „Lenin”

Bóg jest nieskończony. Niepojęty. Niezmierzony.

A jaki jest bóg stworzony ludzką ręką? Jak najbardziej zmierzony: osiem metrów wysokości i pięć szerokości. A to jedynie wymiary jego łba. Robi wrażenie?

Jak najbardziej. I to jak najgorsze.

MapaBuriacja. Kraina dumnych potomków Czyngis-chana. Do dziś stanowią oni największą grupę etniczną zamieszkującą tereny Syberii i jako jedyni z rodowitych jej mieszkańców wytworzyli własny język pisany. Od XVII wieku Buriaci toczycli nieustanne wojny z Cesarstwem Rosyjskim, co walnie przyczyniło się do wytworzenia ich poczucia narodowej odrębności. Mimo iż ostatecznie ulegli potędze caratu, nigdy nie przestali walczyć o niepodległość.

Stolica republiki, Ułan-Ude, została założona przez Kozaków w 1666 roku podczas stopniowej kolonizacji terenów syberyjskich. W niedługim czasie garnizon przekształcił się w miasto będące centrum handlowym, wojskowym i administracyjnym Zabajkala. Starą nazwę Wierchnieudińsk komuniści zmienili na Ułan-Ude, co w języku Buriatów oznacza „Czerwoną Udę”.

Rejon Bajkału stał się też domem dla wielu Polaków. Najczęściej byli to zesłańcy, jak choćby Leopold Niemirowski czy Agaton Giller. Aleksander Czekanowski skierowany pieszo z Kijowa do Tobolska stał się znanym odkrywcą gór wokół jeziora. Sam Bajkał był też obiektem badań powstańca styczniowego Wiktora Godlewskiego. Inny skazaniec Jan Czerski wsławił się między innymi opisaniem największego szczytu Gór Bajkalskich, który zresztą nazwano jego nazwiskiem.

Ci bohaterowie potrafili przezwyciężyć okoliczności i nadać sens własnemu wygnaniu. Skazani na tułaczkę wbrew własnej woli umieli przemienić swój los w podarunek, w coś czym mogli podzielić się z drugą osobą.

Hkhm.
Co i ja próbuję nieśmiało czynić, idąc w ich ślady.

Buriacja nie należy do najbogatszych republik federacji, więc do jej stolicy ściągają ze wsi młodzi ludzie w poszukiwaniu szczęścia. Miasto nie jest w stanie nic z nimi zrobić, więc widok pijaczków nie należy tu rzadkości, a przestępczość przyprawia o ból głowy.

I mówię tu o głowie mera miasta, a nie Lenina.

IMG_3736Ścięty łeb tytana rewolucji to zresztą jedyna atrakcja zdychającego Ułan-Ude. Ów „Adaś nowego człowieczeństwa”, jak nazwała go nasza nobliwa poetka, który miał wyprowadzić ludzkość z „niewoli religii” do Ziemi Obiecanej w pismach Marksa i całej zgrai czerwonych proroków, zaprowadził Buriatów do gułagów i ekonomicznej zapaści. Bardzo szybko też dyktatura proletariatu, która – jak każda władza, która nie pochodzi od Boga i nie opiera się na Prawdzie – w kwestiach światopoglądowych konkurencji nie znosiła, zrobiła porządek z miejscową kulturą. Już pod koniec lat dwudziestych sekretarz Stalin uznał, że choć buddyzm jest w istocie ateizmem, to jednak ateizmem nacechowanym religijnym, czyli zabobonem, dla którego nie ma miejsca w Królestwie Bezbożnym na ziemi,

Bóg-człowiek rękami swoich komisarzy zaprowadził więc socjalistyczny raj. Tysiące lamów zniknęło, odnajdując się dopiero po kilku latach… w zbiorowych mogiłach. Klasztory pozamykano, a przymusowa kolektywizacja wsi przyczyniła się do skoku cywilizacyjnego.

Oczywiście, jak to bywa w przypadku każdej rewolucji, był to skok w przepaść. Przepaść rzezi i przerażającego głodu.

Nic więc dziwnego, że lico Adasia nowego człowieczeństwa, niegdyś tak zatroskane o losy wszechświatowej rewolucju, pobladło nieco, kiedy po upadku Sowdepii, pojawiły się głosy żądające jego usunięcia.

– Jak tylko wybrano mnie na ten urząd – przyznał mer miasta Giennadij Ajdajew – przyszła do mnie delegacja mieszkańców z żądaniem usunięcia pomnika, który ich zdaniem szpecił plac. Twierdzili, że Lenin to ucieleśnienie bolszewizmu i komunizmu.

Władza dzielnie stawiła opór ludowi, któremu ponoć służyła, i Lenin ostatecznie głowy nie stracił, a ludzie przywiązali się do swego posępnego czerepu, który po dziś dzień straszy na Placu Sowietów. Ludzie w ogóle łatwo przywiązują się do symboli własnego zniewolenia. Zwłaszcza, kiedy uwierzą, że zniewoleni nie są.
I tak, dzielni Warszawiacy, którzy oddawali życie w walce z faszyzmem i komunizmem, zaprzyjaźnili się ostatecznie z Pałacem Stalina, a dumni Buriaci spuścili łby i polubili Lenina. A gdyby ktoś jeszcze śmiał oponować, zawsze może liczyć na telewizję, która przywoła go do porządku. Oto bowiem w programie „Wszystko chcę wiedzieć” Michaił Szyrwindt tłumaczył:- To wspaniały pomnik, nasze dziedzictwo – zapewnił Michaił. – Nasza gałowa wsiem gałowam gałowa.Aha.- Mieszkańcy Ułan-Ude lubią swój pomnik. Nazywają go zwyczajnie „głową”, ale z szacunkiem. Młodzi ludzie umawiają się „przy lewym uchu” albo obok „prawej brwi”. A jak ktoś pyta: „Jak dojść do opery”, mówimy: „Od lewej brwi na skos przez plac”.

I wszystko jasne. Szkoda, że pan Szyrwindt nie przemówił Polakom do rozsądku, kiedy usuwali pomnik Dzierżyńskiego. Wszak stanowił on całkiem zacny punkt orientacyjny: „Do Narodowego? A od Feliksa w lewo”.

Zresztą, jeżeli chodzi tylko o orientację w terenie, może warto by rozczłonkować Iljicza i rozsiać go po całym mieście? Ucho w jednym miejscu, nos w innym. Wówczas powiedzenie: „Kinoteatr mam pod nosem” nabrałoby nowego znaczenia. Można by też organizować dla dzieciaków zabawy w podchody albo w „Połącz kropki”.

No cóż, czerep świeckiego boga straszy po dziś dzień, a ja mogę jedynie zadedykować mu piosenkę, którą w przypływie natchnienia ułożyłem jeszcze w pociągu ku uciesze gawiedzi.Buriacki Lenin, buriacki Lenin
Głowę większą ma od mojej.
I dlatego nikt nie jedzie taki kawał,
By podrapać mnie za uchem.

Nie jest to może Szymborska, ale wystarczyło, aby zyskać przydomek „Zwiezda z pajezda”.

PS. W Ułan-Ude poza czerepem posępnym można też podziwiać hotel, który budowano bagatela… siedemnaście lat. Swego czasu krążył o nim taki dowcip:

Kobieta oprowadza wycieczkę obcokrajowców po Ułan-Ude:

– Proszę państwa, ten hotel buduje się już dziesięć lat.

Natychmiast zabrano ją na przesłuchanie do KGB.

– Towarzyszko, nie lza takich rzeczy opowiadać obcokrajowcom.

Następnego dnia kobieta oprowadza inną wycieczkę. Przechodzą obok hotelu, jeden z turystów pyta:

–  Proszę pani, a to co to takiego?

–  Nie wiem, jeszcze wczoraj tego tu nie było.

Ot, jak widać również świecki bożek potrafi czynić cuda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *