Człowiek czynu w czasach niemocy

Człowiek lubi gadać. Już z samego rana, z pierwszym pianiem koguta rozplątują się ludzkie języki i zaczyna się symfonia na siedem miliardów głosów. A każdy z nich ma swoje zdanie, opinię na każdy temat, każdy rację ma swoją, a choćby i była ona centralnie sterowana z Ministerstw Prawdy wszelkiej maści, to i tak wszyscy wierzą, że ich opinia jest ich własną.

W ferworze walki o dobre imię Kościoła, w zmaganiu się z naporem genderowej ideologii nawet przykładny chrześcijanin może się pogubić i popaść w pychę. Mniemając o sobie jak najlepiej, przypisuje sobie prawo poprawiania kościelnych nauk, pouczanie episkopatu czy wręcz łajanie papieża, przedstawiciela Chrystusa na tym łez padołku. Z drugiej strony spektrum mamy chrześcijan „otwartych”, biegających bezładnie po zielonych pastwiskach fałszywego ekumenizmu, uganiając się za wszelkimi duchowymi nowinkami. Wybuchają oni świętym zaprawdę oburzeniem, gdy któryś z biskupów z większą odwagą stanie w obronie nauczania Kościoła i rwąc sobie kwiaty z włosów krzyczą: Non serviam!

Człowiek lubi gadać, dlatego warto dziś wpatrzeć się przez chwilę chociaż w świętego Józefa, który w Biblii nie pisnął ani słówka. Ta jego milcząca nauka uczy nas dzisiaj tego, czego nie sposób znaleźć ani w systemie powszechnej edukacji, ani w podręcznikach bezstresowego wychowania.

Chodzi, oczywiście, o pokorę.

Józef, obrońca i przybrany ojciec Zbawiciela, nigdy nie wchodził w dyskusję z wysłannikami Pana. Nie powiedział też ani „tak”, ani „fiat„. Gadanie zostawił kobietom, wszak Maryja zaraz pobiegła do Elżbiety, żeby dzielić się nowiną.

Co w takim razie powiedział Józef, kiedy dowiedział się, że ma przyjąć pod swój dach Maryję, która była brzemienną?

Nic nie powiedział.

„Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt. 1, 24).

st-joseph-with-the-baby-jesusJózef jest człowiekiem czynu – jak przystało na mężczyznę. Jest też człowiekiem niezwykłej pokory. Jego milczące „fiat” przemawia dziś z niezwykłą mocą do rozkrzyczanego świata, pelnym swoich zdań i opinii. Wobec Boga zawsze najważniejszy jest czyn. Wiara, która ogranicza się do marudzenia przy stole czy komentowania Wiadomości nie prowadzi do Zbawienia, co najwyżej do migreny, a współdomowników do szewskiej pasji. Józef milczeniem odpowiada na Boże wyzwanie, zakasuje rękawy i robi to, co do niego należy. Bierze w opiekę Boże dzieło, stając na straży poczętego życia i świętości rodziny.

Józef nie był ani dziadkiem, ani ciemięgą, ale mężczyzną z krwi i kości, facetem, jakiego Bóg wymarzył sobie przy stworzeniu świata. Niezachwianego w swej wierze, nieugiętego, odważnego, posłusznego Woli Bożej i pokornego. Jego bezbrzeżne zaufanie stanowić może dla nas oparcie w codziennych zmaganiach z zahukanym światem, a jego nabożne milczenie pownownie może przejąć nas szacunkiem i miłością do sacrum, którego niezawsze gości na coraz bardziej „luzackich” Eucharystiach.

Wszak Chrystus, oddając się w ręce ludzkich rodziców pierwszy się ukorzył. Betlejem do pierwszy jawny znak Boskiej, nieprzeniknionej i niezrozumiałej pokory. Bóg przyszedł bowiem na świat w niemocy i zależności od stworzenia. Dokonał tego z własnej Woli, aby ukazać nam w pełni swą miłość, bo pokora i miłość zawsze idą ze sobą w parze. Drugi moment ukorzenia się Pana to Kalwaria.

Jezus na Kalwarii jest ogołocony ze wszystkiego. Krzyż to wyraz szaleństwa miłości Boga. Ogołocenie Jezusa dochodzi tu do szczytu. (Rozważania o wierze , ks. Dajczer, s. 58)

Wreszcie, najbardziej chyba niepojętym, widocznym i namacalnym znakiem Boskiej pokory jest Jego milcząca obecność w Najświętszym Sakramencie. Bóg, tak jak w Betlejem, oddaje się w ręce człowieka z pełnym zuafaniem.

W tabernakulum pozostaje ogołocony do tego stopnia, że człowiek może Go wyjąć i przenieść, dokąd zechce, może Go przyjąć, ale może też zbezcześcić. Może więc zrobić z Nim, co zechce, dosłownie, co zechce. (ibid. s. 58)

Milczenie Boga, Jego ukorzenie się i całkowite oddanie jest skandalem, który dla faryzeuszy – zarówno przed dwoma tysiącami lat jak i teraz – jest absolutnie nie do przyjęcia. Dlatego też św. Paweł pisał:

My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. (1 Kor 1, 23-24)

Józef, choć nie rozumie tej prawdy objawionej mu przez anioła, choć zupełnie nie jest jeszcze świadom, do czego Pan go powołał i jak wielką tajemnicę będzie trzymał w swych dłoniach, niczym kapłan Najświętszy Sakrament, poddaje się zupełnie woli Bożej bez szemrania. Nawet Maryja dopytała jeszcze Anioła nieśmiało: „Jakże mi się to stanie, skoro nie znam męża?”. Józef nie pytał o nic. Nie potrzebuje żadnych wyjaśnień.

Papież Paweł VI w 1969 tak oto chwalił patrona Kościoła:

Św. Józef jest wzorem dla pokornych, których chrześcijaństwo wynosi do wielkich przeznaczeń; dowodzi on, że aby być dobrym i autentycznym naśladowcą Chrystusa, nie trzeba dokonywać ”wielkich rzeczy„, ale wystarczy posiąść cnoty zwyczajne, ludzkie, proste — byle prawdziwe i autentyczne.

W dzisiejszej dobie, kiedy każdemu wydaje się, że wszystko od niego zależy, a wszelkie zasługi każdy przypisuje sobie, warto wpatrywać się w postawę św. Józefa, którego Pius IX ustanowił Patronem Kościoła Katolickiego na trudne czasy, które tak naprawdę dopiero nadchodzą.

Nauczeni jego przykładem umiejmy przyjmować dary z wysoka, umiejmy też je oddawać. Wszystko co mamy bowiem pochodzi od Boga i do Niego wszystko powraca. Umiejmy zaufać Bożej woli z prostotą i józefową ufnością. Zły wszak z największą zaciekłością atakuje zawsze zaufanie, wmawia nam, że Bóg coś przed nami ukrywa, że nie chce naszego szczęścia, że nas oszukuje.

Świat potrzebuje mężczyzn z krwi i kości, pełnych odwagi i zawierzenie Bogu, mężczyzn nieprzemakalnych i odpornych na posiew nieufności wobec Najwyższego i Jego Kościoła. W dobie męskiej niemocy i zmasowanego ataku na ojcostwo, świat potrzebuje mężczyzn, którzy nie będą dyskutować, ale z pokorą spełniać Boże posłannictwo.

Józef nie mielił językiem:

– A czy to będzie synek, czy dziewczynka? A czy dziecko będzie do mnie podobne skoro nie jest ode mnie? A czy nie mógłbym może za żonę tę dziewczynę spod trójki, ona jest dobrze sytuaowana? A jak utrzymam rodzinę? A za co? A z czego? A gdzie będziemy mieszkać? Do Egiptu uciekać? Przecież to kawał drogi. Nie, w ogóle tego nie widzę, Panie Boże, pozwól, że naniosę poprawki na Twój plan Zbawienia.

Nic z tych rzeczy. Po prostu, uczynił wszystko tak jak mu powiedział Pan. A do czego przeznaczył go Bóg?

5d9fa3d4ac9e92cdaebaed4bc1e64afeBóg wezwał św. Józefa, aby służył bezpośrednio osobie i misji Jezusa poprzez sprawowanie swego ojcostwa: właśnie w ten sposób Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia i jest prawdziwie „sługą zbawienia”. Jego ojcostwo wyraziło się w sposób konkretny w tym, że „uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu. (Redemptoris Custos)

Nauczeni jego przykładem stawajmy więc dzielnie w obronie świętości życia, które dziś niszczy się w aborcyjnych klinikach, i w obronie rodziny, którą dziś miesza się z błotem, rozbija instytucjonalnie, a także redefiniuje ideologicznie.

Zbawiciel rozpoczął dzieło zbawienia od tej dziewiczej i świętej unii, w której objawia się Jego wszechmocna wola oczyszczenia i uświęcenia rodziny, tego sanktuarium miłości i kolebki życia. (Redemptoris Custos)

Nawet Karol Marks zdawał sobie sprawę z tej Prawdy Objawionej:

Po odkryciu, że ziemska rodzina jest tajemnicą Świętej Rodziny, trzeba ją poddać zniszczeniu, teoretycznemu i praktycznemu. (Theses on Feuerbach, K. Marx, t. III, s. 6)

Czy stać nas na to, by za przykładem św. Józefa stać się redemptoris custos, czyli obrońcą Zbawienia?

Święty Józefie, mój najmilszy Ojcze, po Jezusie i Maryi najdroższy mojemu sercu, Tobie się powierzam i oddaję, jak powierzyli się Twej opiece Boży Syn i Jego Przeczysta Matka. Przyjmij mnie za swoje dziecko, bo ja na całe życie obieram Cię za Ojca, Opiekuna, Obrońcę i Przewodnika mej duszy. O mój najlepszy Ojcze, święty Józefie, prowadź mnie prostą drogą do Jezusa i Maryi. Naucz mnie kochać wszystkich czystą miłością i być gotowym do poświęceń dla bliźnich. Naucz walczyć z pokusami ciała, świata i szatana i znosić w cichości każdy krzyż, jaki mnie spotka. Naucz pokory i posłuszeństwa woli Bożej. O najdroższy święty Józefie, bądź Piastunem mej duszy, odkupionej Krwią Chrystusa. Czuwaj nade mną, jak strzegłeś Dzieciątka Jezus, a ja Ci przyrzekam wierność, miłość i całkowite posłuszeństwo, bo ufam, że za Twym wstawiennictwem będę zbawiony. Nie patrz na moją nędzę, ale dla miłości Jezusa i Maryi przyjmij mnie pod swą Ojcowską opiekę. Amen.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *