Dzieci Frankensteina – niewolnicy wolności

Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności.
(Ga 5, 13)

– Doro, chodźmy do parku – powiedziałem pewnego pięknego, moskiewskiego poranka. – Trzeba to uczcić.

A mieliśmy co świętować: w jeden dzień dojechaliśmy autostopem z Warszawy do Moskwy. Miałem przy tym cichą nadzieję, że Rosjanom podróż w drugą stronę – z Moskwy do Warszawy – zajęłaby trochę więcej czasu, gdyby przyszło co do czego. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że spacer pośród miejskiej zieleni uzmysłowi mi istotę tak zwanego człowieka „nowoczesnego”.

No cóż, przyroda zawsze sprzyja refleksji.

Usiedliśmy nad stawem tuż przy stacji Czystije Prudy. Wokół grali i śpiewali artyści maści wszelkiej, różnej treści i nuty. Wreszcie znaleźliśmy czas na odpoczynek i chcieliśmy go wykorzystać po to, żeby poznać się z Dorotką trochę lepiej.

Patrzyliśmy w niebo, dłubaliśmy w zębach i rozmawialiśmy o Bogu. Niebo było rosyjskie, czyli bezbożne. Być może to skłoniło Dorotkę do stwierdzenia, że:

– Boga nie ma.

– Skąd wiesz? – spytałem zdumiony taką pewnością młodej dziewczyny.

– Chyba.

– Aha.

– Tak myślę. To znaczy coś tam jest. Jakaś energia.

– Aha. Energia.

Pomilczeliśmy chwilę.

– Czyli w Boga nie wierzysz, wierzysz w energię – spróbowałem streścić jej teologiczny wywód.

– Raczej tak.

– Energię wyposażoną w rozum i wolę? Energię osobową? Czy taką raczej głupią, bezwolną, chaotyczną?

– No nie, w taką inteligentną.

– Aha. Ale w taką energię, która potrafi kochać? Czy taką bez uczuć?

– Nie no taką, która potrafi kochać.

– Aha. Ale w Boga nie wierzysz?

– No nie…

– Tylko w energię.

– No tak…

– Taką, która jest osobą, która myśli, czuje i kocha. W inteligentną energię, która otacza świat i każdego z nas swoją opieką.

– Tak myślę.

– W taką energię, która wszystko stworzyła i do której wszystko wraca?

– Tak.

– Ale w Boga, który jest osobą, która myśli, czuje i kocha, która jest obdarzona inteligencją, która otacza świat i każdego z nas swoją opieką i która wszystko stworzyła i do której wszystko wraca nie wierzysz? – próbowałem ułożyć sobie w głowie to nowoczesne myślenie o absolucie.

– Wierzę, że każdy jest wolny, dopóki nie krzywdzi innych – usłyszałem w odpowiedzi.

– Aha.

Znów zapadła cisza.

– Czyli wierzysz w energię, która jest osobą, która myśli, czuje i kocha, która jest obdarzona inteligencją, która otacza świat i każdego z nas swoją opieką i która wszystko stworzyła i do której wszystko wraca, ale która niczego od ciebie nie wymaga, bo jest po prostu energią. Nie wierzysz w Boga, bo On do tego wszystkiego jeszcze mówi i na domiar złego mówi co jest dla ciebie dobre, a co nie. Energia nie mówi nic.

– Dopóki nie krzywdzisz innych możesz robić co chcesz – powtórzyła Dorotka swoje wyznanie wiary.

– Skąd wiesz co krzywdzi innych? Skąd wiesz co krzywdzi ciebie?

Znów zapadła cisza. Wolność. Ten dziwny twór wywieszany na sztandarach wszystkich rewolucji niosących zniewolenie, do dziś pozostaje jakimś złotym cielcem.

Wolność rozumiana jako wolność OD. Od odpowiedzialności, reguł, konwenansów, tradycji, moralności, wstydu, a często i ubrań. Ot, taka dziecinada.

Ba, dzisiaj nawet od własnej płciowości można być wolnym.

A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» (Rdz 3, 1)

Tak brzmiało pierwsze słowo, jakie usłyszał człowiek nie pochądzące od samego Boga. Pierwsza wątpliwość zasiana w ludzkim sercu: Czy Bóg czasem nie zabrania mi wszystkiego?

„Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli»” (Rdz 3, 2-3).

Człowiek próbuje przekonywać sam siebie: Bóg zabrania tylko tych rzeczy, które są dla mnie złe. To oczywiste. A jednak w to stwierdzenie Ewy wkrada się to wredne, paskudne „chyba”.

„Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło»” (Rdz 3, 4-5).

Prawdziwy majstersztyk kłamstwa. „Oto Bóg was oszukuje, drzewo, z którego zabronił wam spożywać owoców, jest drzewem wolności. A On nie chce, abyście sami o sobie decydowali”. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Wolność w ujęciu szatana to pełna dowolność, pomieszanie znaczeń i odrzucenie Boga jako tego, który wskazuje nam drogę szczęścia.

Ja sam mam decydować o tym, co jest dobre a co złe. Cała istota rewolucji.

Rewolucja francuska zadecydowała, że zły jest Kościół, tradycja i monarcha. Rewolucja październikowa uznała, że zła jest Kościół, tradycja, arystokracja i własność prywatna. Rewolucja seksualna uznała, że złe są dobre obyczaje, Kościół i tradycja, a rewolucja genderowa uważa, że złe jest prawo naturalne i biologia. Acha, i, oczywiście, Kościół oraz tradycja.

Widzicie pewną prawidłowość?

Homo modernus, a raczej postmodernus, w istocie stał się bardziej przerażający niż homo sovieticus. O ile tamten wyzbywał się wyboru na rzecz państwa, o tyle człowiek współczesny, a raczej „nowoczesny” wybierać chce wszystko. Rzucając wyzwanie Bogu, pragnie sam się tworzyć i dokonywać wyborów, które – choć nie krzywdzą innych – krzywdzą jego samego.

Człowiek integralny przemienia się więc w człowieka układankę, dziecko Frankensteina pozszywanego z kawałków martwej materii, z byle jakiego byle czego.

Frankenstein– Sama nie wiem. W sumie chyba wierzę w reinkarnację.

– Chyba?

Homo sovieticus wstydził się swojej nieokreśloności, zapijał ją wódką i przegryzał kiszońcem. Człowiek nowoczesny swoją nieokreślonością się szczyci.

– Coś tam musi być.

– Dlaczego musi? Przecież sama nie wiesz, w co wierzysz.

– W sumie nie wierzę, że tam nic nie ma.

– Przynajmniej wiesz, w co nie wierzysz.

Człowiek nowoczesny kreuje własną tożsamość ze skrawków, które w danym momencie mu się podobają lub które podsuwa mu kultura masowa. Człowiek nowoczesny jest żyje tu i teraz, nie „zniewala” go przeszłość, a o przyszłości nie myśli. Teraz wierzy w reinkarnację, za minutę w Wielkiego Boba – tak dla jaj – a popojutrze złapie się za ręce z krisznowcami.

– W sumie myślałam o tym, żeby wstąpić do krisznowców.

O masz.

– Dlaczego?

– Widziałam ich na Woodstocku. Mają świetne jedzenie. Są wegetarianami tak jak ja.

Człowiek nowoczesny kreuje swoją tożsamość ze skrawków. Łączy się w stada nie ze względu na jedność kultury, obyczaju i tradycji. Łączy się w stada ze względu na błahostki – hobby, sposób ubierania się, rodzaj muzyki czy współczucie dla tych czy tamtych. Kiedy mu przechodzi i postanawia zmienić zainteresowania, bez żalu zmienia grupę.

Ot, wystarczy kliknąć „Nie lubię” na portalu społecznościowym.

Człowiek nowoczesny jest więc nie tylko dzieckiem Frankensteina, ale dzieckiem po prostu. W dodatku dzieckiem z ADHD. Gombrowicz niegdyś oskarżał zastygłe formy o upupianie, co zresztą przysporzyło mu sporej estymy wśród komunistów. Dzisiaj jednak to brak formy właśnie jest sprawcą masowego upupienia.

– Trzeba mieć otwarty umysł.

Na takie dictum mogłem jedynie podłubać palcem w uchu. Ja człowiek starej daty, który twierdzi uparcie, że otwarte trzeba mieć serce. Umysł zaś warto trzymać pod kluczem.

– Przypuśćmy, że zostawisz dom otwarty – zagaiłem. – Tak na oścież. Po trzech dniach, wszystko co cenne, wyniosą złodzieje, a obcy ludzie naniosą błoga i śmieci, zajmą twój dom przez zasiedzenie, a potem zatrzasną przed tobą drzwi.

– Głupoty gadasz – stwierdziła po chwili milczenia.

Owszem.

Bo ja łeb mam zakuty.

I w głowę wciąż zachodziłem, dłubiąc w zębach, w moskiewskie niebo patrząc, czym jest ta wolność przeklęta?

FranBóg dał nam wolność, to jasne. Był to jeden z Jego największych darów. Człowiek jednak ma skłonność do tego, by wybierać coś, co jest, jak mawiał papież Jan Paweł II „poważnym nieporządkiem” („Reconciliatio et paenitentia, str. 17). Na szczęście, Bóg nie pozostawia swych owiec na żer wilków. Dał nam więc Syna, który pokazał drogę do prawdziwej wolności.

Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli». Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżesz Ty możesz mówić: Wolni będziecie?». Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy kto popełnia grzech jest niewolnikiem grzechu»” (J 8, 31-34).

Grzech stanowi więc wyzwolenie, a nauka Chrystusa prowadzi do wolności.

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5, 1).

Co jednak czyni człowiek wolny od grzechu? To, do czego został stworzony, do czego przeznaczył go Bóg od chwili stworzenia.

„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Ga 5, 13-14).

Wolność od grzechu, to wolność do miłości, bo miłość jest możliwa jedynie wtedy, gdy jest wolność. Bóg przecież, który jest miłością nikogo nie przymusza, On daje wolność, abyśmy mogli sami decydować, czy chcemy kochać Jego i bliźniego, czy też jedynie siebie i własne zagubione ego.

Podczas 27. Franciszkańskiego Spotkania Młodych w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla raper Dobromir „Mak” Makowski tak tłumaczył wolność:

– Wolność to dążenie ku temu, aby spotkać się z miłością, tą doskonałą miłością, poprzez modlitwę i pomaganie innym ludziom. To jest dzisiaj moja wolność. Dzisiaj w mojej wolności każdego dnia decyduję się być człowiekiem, który podaje rękę drugiemu człowiekowi. Żyjemy tylko chwilę i w tym pociągu, jakim jest życie, Bóg daje nam wolność jako decyzję o tym, jak chcemy żyć.

Chociaż nie potrafiliśmy z Dorotą zgodzić się w żadnej kwestii: ani tej dotyczącej podróży, ani tych dotyczących polityki, poglądów, religii czy jedzenia – to jednak coś się zmieniło.

Jeszcze w Brześciu pomyślałem, że będzie ciężko nam – dwóm tak różnym osobom – wspólnie dotrzeć już nawet nie do Chin, ale choćby do Mongolii. Teraz, kiedy zadaliśmy sobie trud, żeby spokojnie porozmawiać i lepiej się poznać, byłem już absolutnie PEWIEN, że będzie nam ciężko dotrzeć już nawet nie do Chin, ale choćby nad Bajkał.

Nietrudno nam jednak kochać tych, których lubimy. Pokochać tych, którzy nas irytują – to dopiero wyzwanie.

To jest dopiero wolność!

Wieczorem, kiedy zostaliśmy sami, bo nasza gospodynie pojechała z przyjaciółmi do swojej daczy, Dorotkę ogarnął lęk.

– Ktoś jest w mieszkaniu.

– Coś ty. Jesteśmy sami.

– Sprawdź, proszę, czy jesteśmy bezpieczni.

Zrobiłem więc to, co zrobiłby każdy mężczyzna: zbadałem teren. Ostentacyjnie zajrzałem pod łóżko.

– Jest tu kto?

Za szafę.

– Halo, halo!

Przeszedłem się po pokojach.

– Wyłaźcie!

Na koniec zamknąłem drzwi na cztery spusty na tyle głośno, żeby Dorotka mogła odetchnąć z ulgą. Ruszałem w podróż szukać męskich wzorców i faceta, który potwierdziłby moją męskość, a tymczasem już drugiego dnia przemieniłem się w ojca.

– Kochany jesteś – usłyszałem ku mojemu zdumieniu. – W sumie, chyba dobrze, że tu jesteś.

I wiedziałem, ba! byłem już absolutnie PEWIEN, że pomimo dzielących nas różnic, pomimo trudności, uda nam się razem dotrzeć już nie tyle do Mongolii, ale nawet do Chin.

– Sory – dodała po chwili namysłu. – Miał być komplement.

I w sumie był. Tak to przecież już z nami jest.

Żyjemy sobie razem na tej Ziemi, dzieli nas niekiedy bardzo wiele, czasem nawet wszystko. Ale koniec końców chyba dobrze, że tu jesteśmy.

W sumie.

Bez względu na różnice. Wszyscy.

Bez wyjątku.

Człowiek nowoczesny dodałby jeszcze:

Chyba.

Tak dla pewności.

 

PS. Oczywiście, następnego dnia pokłóciliśmy się znowu. Jak stare małżeństwo. Podróże zbliżają do siebie ludzi.

3 myśli w temacie “Dzieci Frankensteina – niewolnicy wolności

  1. Pingback: Wolność do miłości | Takie buty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *