Święty kremlowski, czyli głupi w Chrystusie

Słynne kremlowskie cebulki Cerkwi Wasyla Błogosławionego można znaleźć w pierwszym lepszym przewodniku turystycznym. Jednym przywodzą na myśl cyrk, innym lody, a mi – jak na złość – kojarzą się z Bożym miłosierdziem.
3714f71ea473ff5d39096a5642961189Fiodor Dostojewski w „Braciach Karamzow” przytoczył następującą opowieść o złej babie, aniele i Bożym miłosierdziu.

A to było tak:

Była sobie kiedyś zła baba, no i umarła. I nie zostało po niej ani jednego dobrego uczynku. Uchwycili ją diabli i rzucili do ognistego jeziora. Zaś anioł stróż stoi i medytuje: "jaki by tu znaleźć jej dobry uczynek, by Panu Bogu powiedzieć". Naraz przypomniał sobie i rzekł do Pana Boga: "Ona, powiada, z warzywnika cebulkę wyrwała i dała żebraczce". I odpowiedział Pan Bóg: "Weź, mówi, tę cebulkę, wsadź do jeziora, niech się baba za cebulkę chwyci, a ty ją pociągnij; jeśli ją wyciągniesz z tego jeziora, to niech sobie do raju idzie, jeżeli się cebulka oberwie, to niech zostanie tam, gdzie jest".

Pobiegł anioł do baby, podał jej cebulkę: „Naści, powiada, babo, złap się i trzymaj”. I począł ją ostrożnie wyciągać; już, już miał ją wyciągnąć, gdy inni grzesznicy w jeziorze, zobaczywszy, że ją wyciągają, dalejże czepiać się jej, aby razem z nią się wydostać. A baba była zła, bardzo zła, i dalejże nogami wierzgać. „Mnie wyciąga, nie was; moja cebulka, nie wasza.” Ledwo to powiedziała, cebulka się urwała. I wpadła baba do jeziora i gore po dziś dzień. A anioł zapłakał i odszedł.

Fiodor Dostojewski „Bracia Karamazow”

Czy dlatego Iwan Groźny kazał wybudować owe cebulki w pobliżu Kremla? Aby było się czego złapać?

O tym przewodniki milczą.

Zaciekawiła mnie postać samego Wasyla Błogosławionego, który w wieku szesnastu lat został jurodiwym, czyli świętym głupcem. Wariatem Pana Boga. Stanowili oni swego rodzaju pobożną odmianę nadwornych błaznów – demaskowali ludzką głupotę, zdzierali maski, przekłuwali baloniki i obnażali hipokryzję poprzez swoje własne poniżenie, prostotę i szczerość.

Ogołociwszy się ze wszystkiego zyskiwali swoisty autorytet moralny, a ich szaleństwo pojmowano na wzór listu do Koryntian św. Pawła:

„My głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy doznajecie szacunku, a my wzgardy” (1 Kor 4, 10).

Odrzucając więc to, co światowe, jurodiwy ogołacał się z mądrości wobec Boga, przy którym wszystko jest głupie. Ów biblijny kontekst nadał więc wariatom wymiar nadprzyrodzony, a ich głupotę zaczęto postrzegać jako skrywającą Bożą mądrość.

Sam termin „jurodiwy” oznacza podobno „poroniony płód”, czyli coś zdeformowanego, odstającego od normy, niepojętego. Przerażającego i fascynującego zarazem. Synonimem „jurodiwego” było słowo „błażennyj”, czyli błogosławiony, święty, ale zarazem głupkowaty i nawiedzony.

Czyż nie tacy wydali się uczniowie Chrystusa, kiedy zstąpił na nich Duch Święty w wieczerniku?

 „«Upili się młodym winem» – drwili inni” (Dz 2, 13).

Szaleńcy Boży, wypadli na ulicę i głosili Zmartwychwstanie. Już to wystarczyłoby, żeby popatrzeć na nich z politowaniem. Tylko skąd w nich ta radość? Ta dziecięca naiwność, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Skąd ta ufność, że są w dobrych rękach?

Jurodiwy spał gdzie się da, jadł co wpadło mu w ręce i robił rzeczy, które nie mieściły się w głowach normalnym ludziom. Przychodził najczęściej z dalekiego kraju, porzucał swoją ojczyznę, aby szukać Prawdy. Znika, żeby pojawić się gdzie indziej, przychodzi, wywraca świat do góry nogami i przepada bez wieści. Powołany przez Boga jurodiwy miał za zadanie skłaniać do refleksji i wewnętrznej przemiany.

Jednym słowem jurodiwi byli protoplastami współczesnych podróżników.

Poprzez swoje umiłowanie tego, co świat odrzuca – głupoty, ryzyka, głodu, brudu, niepewności, biedy – odmieniali ów świat, przypominając wszystkim, że prawdziwe szczęście jest właśnie tam, gdzie nawet nie przyjdzie nam do głowy zajrzeć.

JurodiwyHenryk Sienkiewicz napisał w „Ogniem i mieczem” takie oto słowa:

– Brat mój obłąkany – rzekła Helena.

– Tobie grozi zguba, nie jemu – odparł Zagłoba. – Jeśli on obłąkany, to on dla Kozaków święty.

Obecność przypominających jurodiwych świętych wariatów w polskiej literaturze świadczy o tym, że i u nas – nie tylko w Rosji – jest jakaś głęboka tęsknota za inną rzeczywistością, pełną prostoty i ufności. Rzeczywistością, w której człowiek może tak po prostu oddać się w ręce miłującego Boga.

Jak bardzo świat potrzebuje dziś Bożych wariatów, którzy mają odwagę odwracać perspektywę, zachwycać się tym, co proste, pragnąć tego, co inni odrzucają i odrzucać to, czego inni pragną!

Oczywiście, w niektórych sprawach warto też zachować umiar. Wasyl Błogosławiony nie tylko bowiem przykładem świecił, ale i jajcami. Różnie to sobie tłumaczono. Nagość miała świadczyć o niewinności jurodiwych, odrzuceniu przez nich ludzkiego porządku charakteryzującego się wstydem – ot, takie dziady prosto z Edenu.

Tak, wiem, że sam radziłem, aby nie zabierać w podróż zbyt wiele, ale bez przesady.

Weźcie ze sobą chociaż dwie pary majtek!

***

Dziwne czasy nam nastały.

Kiedyś jurodiwi gorszyli społeczeństwo łamaniem zasad. Dzisiaj święci głupcy gorszą integralnością poglądów i trzymaniem się zasad, na których zbudowano cywilizację europejską.

Kiedyś jurodiwy gorszyli obnażaniem się w miejscach publicznych. Dzisiaj święci głupcy gorszą, bo stoją na straży moralności.

Świat stanął na głowie.

I wiecie co?

Nic się nie zmieniło.

Wciąż nam potrzeba świętych głupców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *