Zew natury… karamazowskiej

ROZDZIAŁ 2
Rosja

Rosja to kraj, którego nie sposób ogarnąć. Ilekroć staram się ją pojąć, przypominam sobie fragment z „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego:

Dlatego że [Dymitr] jest szeroką naturą, karamazowowską – wszak do tego zmierzam – naturą, która mieści w sobie wszelkie krańcowości i jednocześnie zdolna jest kontemplować obie otchłanie: otchłań wzniosłych ideałów, otchłań nad nami, i otchłań pod nami, otchłań najniższego i cuchnącego upadku. Przypomnijcie sobie błyskotliwą myśl, którą wypowiedział młody obserwator, głęboko i blisko znający rodzinę Karamazowów, pan Rakitin: „Odczuwanie głębi upadku jest równie niezbędne tym rozkiełzanym, niepowściągliwym naturom jak i odczuwanie wzniosłej szlachetności” – i to prawda: właśnie potrzebna im jest ta nienaturalna mieszanina, potrzebna stale i bez przerwy. Dwie otchłanie, jednocześnie dwie otchłanie, panowie – bez tego jest nieszczęśliwy i niezadowolony, życie jego jest niepełne. Jest szeroki, szeroki jak cała nasza „mateczka Rosja”, wszystko zmieści w sobie i ze wszystkim się zżyje!

Coat_of_Arms_of_the_Russian_Federation.svgRosja szeroka jest i pojemna jak natura karamazowska. Swego czasu krążyła anegdotka o rosyjskim ambasadorze, którego zaptano:

– Z kim powinna graniczyć Rosja.

– Z kim chce – odparł z rozbrajającą szczerością dygnitarz.

– A z kim chce? – dopytał dziennikarz.

– Z nikim.

Taka właśnie jest natura rosyjska – pazerna i ekspansywna jak wynaturzony orzeł z rosyjskiego herbu, patrzący w obie strony – na wschód i na zachód. Duszę rosyjsko-karamazowską również ciągnie w obie strony – zarówno do klasztoru, do świętego Zosimy jak i do Gruszeńki, tej nierządnicy.

Zdolna jest do najszlachetniejszych uniesień i największych podłości rosyjska dusza. Dziwne to pomieszanie chrześcijańskiej niewinności z azjatyckim barbarzyństwem, poezji Puszkina ze stryczkiem Godunowa. Być może stąd typowe rozdarcie Polaków, kiedy myślą o wschodnich sąsiadach.

Ta dwoistość wyraża się również w ich stosunku do absolutu. Z jednej strony skrajny materializm – czy to w wersji marksistowskiej, czy też kapitalistycznej – z drugiej, ostentacyjna pobożność i moralny konserwatyzm.

Adam Grzymała-Siedlecki w swoich reportażach z Wojny 1920 roku przytoczył taki oto epizod:

Pod płotem stało dwóch żołnierzy bolszewickich i prowadzili pryncypialną dyskusję na temat: jest Pan Bóg, czy Pana Boga nie ma. Jeden z nich – ku zgrozie ludu utrzymywał, że Boga nie ma, drugi natomiast przekonał go argumentem: „jeśli Boga nie ma, to ty jesteś świnia, a nie kubański Kozak”. Ateusz zgodził się na kompromisowe załatwienie problematu: może i jest Bóg, ale nie jeden; jest ruski Bóg, jest i polski. I tu o polskim Bogu wyraził się w sposób, którego długo, długo nie chciano mi powtórzyć. („Cud Wisły“, Adam Grzymała-Siedlecki, 129)

Tak oto mógł Rosjanin w Boga wierzyć i nie wierzyć jednocześnie. Bóg i Marks, Marks i Bóg – dwie krańcowości pojemnej duszy rosyjsko-karamazowskiej. Stąd dziwna duchowość rosyjska: tołstoiści, którzy wierzyli w „ewangelię” racjonalistyczną spisaną przez Lwa Tołstoja; chłyści, którzy wierzyli, że każdy może być Chrystusem i oddawali się ekstatycznym tańcom i seksualnym orgiom; stąd i Rasputin, który niczym Raskolnikow przekonany o swej moralnej wyższości uważał, że obcowanie z nim cielesne to droga do Zbawienia. Najczęściej jednak ta dwoistość rosyjskiej duszy przejawia się w sposób mniej dramatyczny, czasem wręcz banalny i groteskowy jak Chruszczow walący laczkiem w mównicę podczas wystąpienia przed Zgromadzeniem Ogólnym Narodów Zjednoczonych w 1960 roku.

Niech zaświadczy o tym taki obrazek z jednej z głównych ulic stolicy Rosji: cztery tojtoje służące za publiczne toalety, trzy dostępne dla ludzi w potrzebie, czwarty przemieniony w pokoik babci klozetowej. Krzesełko, lada, kasetka z pieniędzmi, a na plastikowych ścianach firanki, krzyż i święte ikony.

Cóż, Ewangelia przypomina nam nieustannie, że Bóg upodobał sobie to co małe, głupie i brudne. Najwyższy towarzyszy nam nie tylko w świątyniach, ale również – że tak powiem – w pracy.

A nawet w sytuacjach… intymnych.

– Żywy kontakt z Bogiem! – powiedział kiedyś Ojciec Badeni. – Ostatnio odkryłem, że Pan Bóg nie chce być tylko w ramach nabożeństw… kiedy myję zęby też chce być. Ku memu zdziwieniu wczoraj pod prysznicem… Jest obecny Pan Bóg!

W moskiewskim tojtoju również.

Za 15 rubli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *