Sztuka słuchania

„Błogosławiony ten, kto mnie słucha,
kto co dzień u drzwi moich czeka,
by czuwać u progu mej bramy,
bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie
i uzyska łaskę u Pana”

(Prz 8, 34–35)

Dzisiejsza liturgia Słowa jest dla mnie jak potrójne uderzenie serca. Lewy prosty, prawy sierpowy, lewy podbródkowy i nokaut. Słuchaliśmy dziś bowiem o tym, co najważniejsze, czyli o… słuchaniu właśnie. Słuchaniu, w którym toczy się bój o naszą duszę.

W drugimy czytaniu święty Paweł w swoim stylu, krótko i po męsku rozprawia się z grzechem nieczystości. Kiedyś napiszę o tym coś więcej, bo jeśli chodzi o czystość – jak mówił ojciec Szustak w czasie jednych z rekolekcji – wszyscy jesteśmy łajzami.

„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6, 12)

Jeżeli myślicie, że Pan Bóg to stary dziadek z makatek, przeczytajcie jeszcze raz to zdanie świętego Pawła. Bóg to łowca przygód. On nie stworzył człowieka po to, żeby był jak marionetka, pacynka, sterowany samochodzik czy nakręcany żołnierzyk (zob. Kochająca marionetka). On stworzył człowieka po to, aby mógł obdarzać go miłością i cieszyć się z jej odwzajemnienia, a nie ma miłości bez wolności. Człowiek zawsze może powiedzieć nie.

Zawsze też może powiedzieć tak.

Pan Bóg zawsze czeka i zawsze walczy o każdą duszę. W jaki sposób? Ogniem? Mieczem? Groźbą?

Nie.

Na pewno więc przez płonące krzewy i gromy!

Nie.

Kiedy Pan objawił się pod postacią Chrystusa, objawił się w pełni. Wszystko zostało powiedziane, a co należy spisane i przekazane. Bóg nie musi przemawiać cudami, bo dokonał największego z nich, który do dziś jest upamiętniany podczas każdej Eucharystii.

No więc jak dzisiaj przemawia Bóg?

On przemawia do nas wprost. Problem z nami jest taki, że zapomnieliśmy jak się słucha. Czy potrafimy wymienić chociaż dwie osoby, które w ostatnim czasie nas wysłuchały? Ale tak naprawdę, na serio, dwie osoby, które wysłuchały nas z uwagą i skupieniem. A my? Czy w ciągu ostatniego miesiąca potrafiliśmy komukolwiek poświęcić swój czas, żeby w pełni wysłuchać, powstrzymując swoje wtręty typu: „To tak samo jak ja” albo „Ja też tak miałem”.

Zapomnieliśmy już jak się słucha. Kiedy byłem w poważnych tarapatach, zorientowałem się, że nie mam tak naprawdę nikogo, kto by mnie zechciał przez chwilę posłuchać. Nie potrzebowałem rady (nie ma nic gorszego niż samozwańczy „doradcy”) ani też złotych środków, potrzebowałem czyjegoś ucha, czyjejś uwagi.

Musiałem zapłacić psychoterapeucie, żeby mieć tę godzinę w miesiącu dla siebie. To jedno opłacone ucho wystarczyło, żeby poprzez paplanie móc sobie wiele rzeczy w głowie poukładać. Słuchanie czyni cuda.

Polecam ten uroczy fragment z „Momo”:

Wśród ludzi z sąsiedztwa zdanie to stało się z czsem utartym powiedzonkiem. Przy wszystkich możliwych okazjach mówiono więc: „Idźże do Momo!”, tak samo jak się mówi: „Wszystkiego dobrego!” albo „Smacznego!”, albo „Bóg jeden wie!”.

Dlaczego tak się działo? Może Momo była tak niewiarygodnie mądra, że potrafiła udzielić każdemu dobrej rady? Czy znajdowała zawsze właściwe słowa, kiedy ktoś potrzebował pociechy? Czy potrafiła wydawać mądre i sprawiedliwe sądy?

Nie, Momo nie potrafiła tego wszystkie tak samo jak każde inne dziecko.

Może więc potrafiła coś, co wprawiało ludzi w dobry nastrój? Na przykład wyjątkowo pięknie śpiewać? Albo grać na jakimś instrumencie? A może wręcz – skoro już mieszkała w swego rodzaju cyrku – potrafiła tańczyć lub wykonywać sztuczki akrobatyczne?

Nie, tego również nie umiała.

A może potrafiła czarować? Znała jakieś tajemnicze zaklęcie, za pomocą którego można odpędzać wszelkie troski i zmartwienia? Potrafiła czytać z ręki lub w inny sposób przepowiadać przyszłość?

Nic z tych wszystkich rzeczy.

Rzeczą, którą mała Momo potrafiła robić jak nikt inny, było słuchanie. To nic szczególnego, powie może ten i ów z czytelników, słuchać poptrafi przecież każdy.

Ale to błędne mniemanie. Naprawdę słuchać potrafi bardzo niewielu ludzi. A sposób, w jaki Momo to robiła, był absolutnie jedyny w swoim rodzaju.

Momo potrafiła słuchać tak, że głupcom przychodziły do głowy bardzo mądre myśli. I to wcale nie dlatego, że coś powiedziała lub zapytała o coś, co naprowadziło rozmówcę na takie myśli, nie, ona tylko siedziała i po prostu słuchała z całą uwagą i zainteresowaniem Patrzyła przy tym na rozmówcę swymi dużymi ciemnymi oczami, a wtedy on czuł, jak nagle pojawiają się w jego głowie myśli, których nigdy nie posądzał o to, że w niej siedzą.

Potrafiła słuchać tak, że ludzie bezradni lub niezdecydowani nagle wiedzieli dokładnie, czego chcą. Albo nieśmiali czuli się niespodziewanie wolni i odważni. Albo nieszczęśliwi i przygnębieni stawali się ufni i radośni. A kiedy ktoś uważał, że jego życie jest zupełnie chybione i bez znaczenia, a on sam tylko jednym z milionów, kimś zupełnie nieważnym i dającym się zastąpić równie szybko jak popsuty garnek – i ten ktoś szedł do małej Momo, i opowiadał jej to wszystko to jeszcze gdy mówił, tajemniczym sposobem uświadamiał sobie, że gruntownie się myli, że, zgodnie z faktycznym stanem rzeczy, nie ma drugiego takiego człowieka i że dlatego w szczególny sposób jest dla świata ważny.

Tak, Momo potrafiła słuchać.

(…)

W niektóre wieczory, kiedy wszyscy jej przyjaciele poszli do domu, siedziała jeszcze długo sama w rozległym kamiennym pierścieniu dawnego teatru, nad którym wznosiło się roziskrzone gwiazdami niebo i po prostu wsłuchiwała się w wielką ciszę.

Miała wtedy wrażenie, że siedzi w środku wielkiego ucha, które nasłuchuje odgłosów ze świata gwiazd. I wydawało jej się, że słyszy cichą, a zarazem potężną muzykę, która w bardzo dziwny sposób trafia do jej serca.

W takie noce miała zawsze wyjątkowo piękne sny.

A jeśli ktoś nadal uważa, że słuchanie to nic szczególnego, to niech spróļuje i przekona się, czy też tak dobrze potrafi.

Michael Ende „Momo”

Spróbujcie, przekonajcie się. A być może tak jak Samuel z dzisiejszego czytania, usłyszycie coś niezwykle ważnego. Coś co zmieni wasze życie.

„Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: «Oto jestem». Potem pobiegł do Helego mówiąc mu: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli odrzekł: «Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać». Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: «Samuelu!» Wstał Samuel i poszedł do Helego mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Odrzekł mu: «Nie wołałem cię, synu. Wróć i połóż się spać». Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: «Samuelu!» Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha». (1 Sm 3, 4-9)

Wezwanie Samuela

Czy potrafimy tak odpowiedzieć na wołanie Boga? Czy potrafimy w pokorze powiedzieć: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” i nadstawić ucha? Cała duchowość chrześcijańska opiera się na słuchaniu. Każdy prorok przychodził z pustyni, a co jest na pustyni?

Nic.

A co robi „nic”?

Nic.

A czego nie robi „nic”?

Hałasu.

Każdy prorok przychodzi z głębokiej ciszy, w której nasłuchiwał głosu Pana. Jan Chrzciciel na pustyni zamieszkał, a Jezus Chrystus zanim rozpoczął dzieło Zbawienia, zanim jeszcze powiedział choć słowo o Królestwie Niebieskim, udał się na pustynię, by pościć i wsłuchiwać się w Ojca. To Boże słuchanie nigdy się zresztą nie kończy, Chrystus, który jest Słowem wcielonym nieustannie wsłuchuje się w Ojca. Jak inaczej mógłby głosić Jego Słowo, gdyby go nie słuchał?

Człowiek popadł w grzech, bo Adam i Ewa posłuchali słów, które nie pochodziły od Boga. Człowiek został zbawiony, bo Matka Boża posłuchała słów, które pochodziły od Boga.

Słuchanie to przestrzeń, na której rogrywa się nasze Zbawienie.

Święty Józef nie oddalił żony, kiedy ta stała się brzemienna, bo usłyszał anioła; apostołowie zostali powołani, bo usłyszeli słowo Jezusa: „Pójdź za mną”; Mateusz, Piotr, Jakub, Andrzej… wszyscy oni poszli, bo usłyszeli i posłuchali; a kiedy Chrystus mówił przed Sanhedrynem, że jest Mesjaszem i Synem Bożym, faryzeusze zatykali uszy. Żydzi nie chcieli słuchać, ale poganie wprost przeciwnie. Centurion Korneliusz nawrócił się, bo usłyszał Słowo; a kiedy święty Paweł, który o cnotę cierpliwości nigdy nie zabiegał, zdenerwowany postawą żydów zaniósł zbawienie gdzie indziej:
„Poganie słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju” (Dz 13, 48-49).

Słuchanie to coś więcej niż nadstawienie ucha, to miejsce, w którym rozgrywa się historia upadku i Zbawienia ludzkości, ale również historia Zbawienia każdego z nas. Bo Bóg przemawia do nas tak jak do Samuela – osobiście, po imieniu. On przemawia do nas tak jak Chrystus przemawiał do Piotra w dzisiejszej Ewangelii: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas, to znaczy: Piotr” (J 3, 42).

Bóg mówi do nas osobiście, po imieniu, bo zna nas doskonale. Pytanie tylko, czy potrafimy Go słuchać. Czy poświęcamy mu odrobinę uwagi i naszego skupienia każdego dnia? Czy poświęcamy mu chwilę ciszy?

Niezastąpiony ojciec Badeni mawiał, że Pan Bóg jest tuż obok i wystarczy jedynie sobie to uświadomić i rozpocząć rozmowę. A On zawsze odpowiada poprzez Eucharystię, Pismo Święte i drugiego człowieka.

Pozwolę sobie wiec ponownie zacytować Michaela Endego:

A jeśli ktoś nadal uważa, że słuchanie to nic szczególnego, to niech spróļuje i przekona się, czy też tak dobrze potrafi.

A uwierz mi, mistykiem może być każdy. Wystarczy nadstawić ucha.

1 myśl w temacie “Sztuka słuchania

  1. Pingback: Wal jak w dym, czyli rzecz o zaufaniu | Takie buty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *